fbpx

Co łączy dietę i naukę języka?

Jeśli znacie mnie dłużej niż pięć minut, to pewnie wiecie, że lubię działać na hura i najlepiej zmieniłabym od razu cały świat. Niestety świat tak nie działa i uczenie się języka bardziej przypomina dietę. Wbrew pozorom nauka języka i dieta mają zaskakująco wiele wspólnego:

💬 Regularność. O tym wie każdy dietetyk: żeby dieta działała, trzeba jej przestrzegać. Natomiast każdy Woszcz wie o tym, że żeby robić postęp w języku, trzeba mieć z nim stały kontakt. Nie tak, jak z ciocią Zosią z Legnicy, którą ostatnio widziałeś/aś na swoich własnych chrzcinach.

💬 Zmiana nastawienia. To najbardziej niedoceniany i zarazem najważniejszy krok. Dużo łatwiej wytrwać, gdy na diecie pozwolimy sobie na okazjonalne romanse z lodami czy czipsikami, a w nauce języka nie założymy, że po dwóch miesiącach będziemy mówić idealnie. “Cheat meal” jest tak samo potrzebny jak przyzwolenie sobie samemu/ej na mylenie przypadków i szyków.

💬 Niewielka zmiana, wielki efekt. Żeby nauczyć się języka, nie trzeba Codziennie bingować “Dark” na Netflixie przez 10 godzin, zaraz po napisaniu kilometrowego eseju o sytuacji politycznej Kostaryki. Wystarczy 20 minut skupienia każdego dnia, żeby zauważyć znaczący postęp. Tak jak wystarczy codziennie zjeść jabłko zamiast Milki z nadzieniem toffi.

💬 To potrwa! Gdy już umiemy naszą małą zmianę regularnie wcielać w życie, musimy pogodzić się z tym, co w dzisiejszym świecie jest najtrudniejsze: to wszystko musi trwać. Tylko wtedy nasze życie stanie się zdrowsze, a rozmowy ze znajomymi z Niemiec coraz bardziej płynne.

Wiem, że to wszystko nie jest takie proste. Właśnie dlatego na razie ani nie chudnę, ani nie mówię po hiszpańsku 😁 Ale żeby nie było: moi uczniowie są dobitnym przykładem na to, że to działa. Polecam!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0