Dlaczego zrezygnowałam z YouTube’a i przerzucam się na pisanie?

Zapewne większość z was (przynajmniej w chwili publikacji tego posta) kojarzy mnie z YouTube’a. Nagrywałam filmy o niemieckim, bo tak się dziwnie składa, że ja lubię niemiecki, a jeszcze bardziej lubię udowadniać wszystkim, że niemiecki jest spoko i spójrzcie, przecież Buch to prawie to samo co book. No i to lubienie niemieckiego mi nie przeszło, ale totalnie mam dosyć YouTube’a. Po pierwsze primo YouTube pochłania chorą ilość czasu. Przygotowanie standardowego odcinka zajmuje lekko 10 godzin. 10 godzin mojej pracy, za które nikt mi nie płaci. Przygotowanie merytoryczne to tylko skrawek tego czasu, za to na sam montaż jednego odcinka trzeba liczyć jakieś 3 godziny. Po drugie, YouTube ma swoją ulubioną zabawkę, jaką jest algorytm. Algorytm, który uszczęśliwia twórców podobnie jak rodziców uszczęśliwia prezent w postaci cymbałków. Czyli wcale. W tym wypadku jednak obdarowującymi są subskrybenci, którzy – niczego nie świadomi – nie dostają nawet pół powiadomienia o filmie. Ba, nie tylko nie dostają powiadomienia, lecz także nowe filmy nie wyświetlają im się na stronie głównej. Czyli po tych 10 godzinach darmowej pracy, mój film trafia do 10% subskrybentów. Po trzecie, mam dość hejtu. Hejtu tradycyjnego w postaci „ale przytyłaś” albo „oddajcie nam złoto ukradzione w czasie IIWŚ!!!!”, ale też hejtu – jak to mawia Paulina Mikuła – w białych rękawiczkach. Niby merytoryczny komentarz, może nawet momentami miły, ale jednak chodzi o wbicie szpili. BTW dostałam kiedyś wiadomość o tym, że źle ustawiam lampy w studiu. Szkoda tylko, że ta osoba nie miała pojęcia, że te lampy to światło z okna 20m2 mieszkania. I tu pięknie i płynnie jak lody, które rozmroziły się w trakcie awarii prądu, przechodzimy do punktu ostatniego: mam dość pokazywania swojej prywatności. Nagrywając na tak małej powierzchni, muszę dość mocno dostosowywać życie prywatne do nagrywania, a do tego pokazuję w kamerze pół pokoju, w którym nie tylko pracuję, lecz także jem, śpię i czasem próbuję odpocząć. I już nie mogę, bo mi work tak mocno wjechał w work-life balance, że właściwie myślę głównie o pracy. A na dłuższą metę jest to zdrowe jak chipsy z colą, czyli tak średnio. Czy to koniec z popularyzowaniem nauki niemieckiego w moim wykonaniu? Już od dłuższego czasu myślałam o odejściu z YouTube’a. Żeby już w ogóle nie robić darmowych treści. Jak jednak wspomniałam na początku patologicznie kocham siać miłość do niemieckiego i nauczania, co objawiało się np. przydługimi postami na Instagramie (niejednokrotnie musiałam je skracać). Od kilku miesięcy zaczęłam pisać pełne scenariusze filmów, zamiast standardowych dla mnie głównych myśli. Mówiąc normalnie i po ludzku: Zaczęłam odczuwać przyjemność z pisania. No i ta przyjemność w pisaniu była kropką nad i, która jest tym większa, że niedługo się przeprowadzam i słabo wyobrażam sobie nagrywanie filmów w remoncie. Za to pisać mogę zawsze i wszędzie, dlatego… przerzucam się na pisanie 😊

Dlaczego zrezygnowałam z YouTube’a i przerzucam się na pisanie? Dowiedz się więcej »